Noc Muzeów

Jak co roku miasto Poznań dało możliwość darmowego wejścia do każdego muzeum. Słyszy się, że i inne miasta polskie w ślady poznańskie poszły. Event w Poznaniu cieszy się niesłabnącą popularnością. Kto był wczoraj po południu w mieście, ten widział przewalające się przez centrum tłumu z mapkami i ulotkami w ręku, które poszukiwały coraz to innej muzealno-wystawienniczej rozrywki. Jest sukces organizatorów. Jest sukces sztabu promocyjnego. Jest sukces właścicieli kawiarni, restauracji i płatnych parkingów. Itede.

Cieszę się z ich sukcesu, jeżeli to było to, na czym im naprawdę zależało. Cieszę się, że wstęp do muzeów i na przykład na wystawę World Press Photo był otwarty dla publiczności bez względu na zasobność ich portfeli. Idea naprawdę piękna.

Zastanawia mnie jednak, ile w tym prawdziwego zainteresowania kulturą i szeroko rozumianą sztuką. Masy wyległy sprzed telewizorów na ulice i już czyta się na forach, już czyta się na portalach, że lud polski kultury łaknie, kultury szuka i pożąda. Że tym, co nie pozwala się na co dzień nią zainteresować, jest jej odpłatność, a przez to niedostępność.

Czy naprawdę?

Tylu ludzi ruszyło na wystawy – ilu z nich pamięta, co oglądali, a ilu pamięta, z kim oglądali? Jak często zmienia się zawartość muzealnych akwariów i jak często wymieniane są obrazy na ścianach, aby móc je poznawać, oglądać, podziwiać, nowym oko cieszyć? Ilu ludziom daje przyjemność patrzenie na rozmaite eksponaty? I czy ci, którym to faktycznie coś daje, nie wolą tego nie robić w zelektryzowanym hałaśliwie tłumie?

Zmierzam nie do krytykowania muzeów, jako takich, bo sama muzea lubię i nie tylko od święta mam potrzebę w ich ciszy się schronić jak przed zbyt intensywnie palącym słońcem. Ich chłód i echo kroków w pustych salach mnie uspokajają. Dodam z patosem, którego się ten jeden raz nie powstydzę: obecność dzieł nieżyjących już malarzy i rzeźbiarzy daje mi poczucie sensu istnienia jednostek człowieczych na świecie. Muzea są potrzebne. Lubię muzea.

Tylko ilu spośród tych, którzy wczoraj łapczywie rzucili się na obcowanie ze sztuką, faktycznie odczuwa taką potrzebę? Ilu z nich to interesuje? A ilu użyło jako przynęty dla znajomych, by powstała okazja do spotkania? Ilu na to się lansuje i ilu wykorzysta to, aby powiedzieć w poniedziałek w pracy ku budowie swojego wizerunku „ach, w weekend byłem/byłam na takiej to a takiej wystawie”, a tak naprawdę ani wystawa nie interesowała, ani nic się więcej o niej nie wie?

Sukcesem Nocy Muzeów nie jest to, że wielu osobom udostępniono coś, co ich interesuje i że wielu kulturalnie mogło spędzić czas. Prawdziwy sukces leży w organizatorach, którzy potrafili imprezę szeroko rozpromować i przedstawić jako niezwykłą atrakcję. Coś zakurzonego i dla większości społeczeństwa nudnego ukazali jako modny sposób spędzenia czasu, którym warto się pochwalić, a na dodatek to wszystko za darmo.

Ciekawe, czy gdyby do wszystkich muzeów i na wszystkie wystawy był zawsze bezpłatny wstęp, cieszyłyby się takim ogromnym zainteresowaniem?

Nie popyt na kulturę wzrósł, gdy cena spadła (zniknęła), lecz wartość wizerunku człowieka inteligentnego ze sztuką za pan brat poszła w górę. Tak jakoś przy okazji tej bezcenowości.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Noc Muzeów

  1. Pomysł jest dobry. Idee są szczytne. Promocja jest świetnie zrealizowana. Chwali się, że ludzie ruszają się z domu i idą w kierunku kultury. Ale tak jak mówisz, jakoś to wszystko się nie podoba z bliska.

  2. Cóż, mimo wszystko uważam, że nawet jeśli w tym wszystkim jest sporo lansu, kolektywnej rozrywki i naciągania w tym brataniu się z kulturą – to z sympatią patrzę na te tłumy. Przynajmniej można mieć większe nadzieje na to, że gdy kiedyś, gdzieś padnie nazwisko: Podkowiński, Malczewski, Kantor, nie tylko historycy sztuki i im pokrewni specjaliści będą wiedzieli o kogo chodzi, ale nawet zupełni laicy, którym przypadkiem jeden obraz z drugim wpadł w oko podczas corocznego muzealnego lansowania się;)

  3. A ja przemknęłam tylko tu i tam, obejrzałam, zobaczyłam zgłodniałe tłumy i wycofałam się do domu. Całe przedsięwzięcie ciut za bardzo przypominało mi zjazdy pomaturalne na x-lecie. Ludzie idą, żeby się pokazać i popatrzeć, i poobgadywać. Nie są naprawdę ciekawi, są wygłodniali.
    I dla paru osób to przyjemność, życzliwa, pełna sympatii i dobrych zamiarów. Ale dla większości to takie nadmuchane do gigantycznych rozmiarów ukryte PHI. Phizm taki.
    Możliwe, że to tylko zniekształcone skojarzenie spowodowane nałożeniem się na siebie dwóch wydarzeń.
    A możliwe, że po prostu nie lubię tłumów. Z jakiegokolwiek powodu zebranych. Jest w tłumie coś taniego, czego staram się wystrzegać.

  4. Ja mam bardzo podobne odczucia na temat Nocy Muzeów, właściwie mogłabym się podpisać pod Twoim tekstem. W Warszawie całe wydarzenie też cieszy się popularnością i również mam czasem wątpliwości, na ile w tym rzeczywistego zainteresowania kulturą i sztuką skorzystania z okazji do przebywania z nią, a na ile stało się to jeszcze jednym, dorocznym sposobem na spędzenie wieczoru ze znajomymi, „zaliczenie” iluś tam muzeów, bo wypada, bo potem można opowiedzieć komuś, że było się w danym miejscu. Ja bardzo nie lubię tłumów, zwłaszcza w muzeach czy galeriach, gdzie cenię sobie spokój i możliwość oglądania wszystkiego we własnym tempie. Nie rozumiem więc tłumów i ogromnych kolejek przed co bardziej popularnymi muzeami lub galeriami… chyba więcej w tym stania w tej kolejce niż oglądania? Tym bardziej jest to dla mnie nie pojęte, że do części czy większości tych bardzo obleganych miejsc można wejść bez żadnej kolejki w każdy inny weekend, i to często np. w niedzielę jest bezpłatny wstęp.

    W Noc Muzeów jednak pokręciłam się w niektórych miejscach, wybierając głównie takie wydarzenia, których nie mogłam zobaczyć na co dzień, a wydały się mi interesujące.

  5. E.milia:>

    Też wybrałam się do miasta i uszczknęłam z tego coś dla siebie. Co prawda najbardziej przechadzkę po mieście przy ładnej pogodzie, ale zawsze coś i prezent książkowy związany z piciem kawy w Głośnej samotności, a nie z samą Nocą Muzeów, ale liczy się ocena końcowa i całościowa dnia, prawda? ;)

  6. Dzień, jak i cały weekend wówczas miałam bardzo udany, a wydarzenia z Nocy Muzeów mimo wszystko trochę się do tego przyczyniły. Chociaż skupiłam się na wydarzeniach mniej tłocznych, za to takich, które działy się tylko wtedy. A oglądnięcie aktualnych ciekawych wystaw zostawiam sobie na inne dni, w które muzea i galerie nie doświadczają takich tłumów (może to i dobrze?) i można przeżyć odbiór dzieł sztuki na swój sposób, w ciszy, wręcz samotności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s