portugalskie księgarnie

Tak jak dla większości istot płci żeńskiej sklepy odzieżowe są miejscem największego odprężenia i poszukiwania wszelakiej szczęśliwości, tak dla mnie miejscem uświęconym i nad wszystkie ulubionym była i jest księgarnia. Regały zastawione książkami. Feeria kolorów – to ich grzbiety. Okładki położone na długich stołach. Żadne stoisko z książkami przy dworcu, żadna największa i najmniejsza księgarnia nie mogą zostać przeze mnie ominięte, wyminięte czy – o zgrozo! – przegapione. Miałam swoje ulubione miejsca w Poznaniu, do których w niedługim czasie zajrzę, i mogę stworzyć ranking najlepszych księgarni w Portugalii.

kawa i książka

Ten duet jest równie nierozerwalny jak wiewiórki Chip i Dale. Gdy jest dobra książka, kawa nie zaszkodzi. Gdy jest filiżanka z aromatyczną kawą, intuicyjnie maca człowiek dookoła siebie ręką, by poczytać. Rozumieją to właściciele dwóch znanych mi księgarni w Lizbonie: fnac i books&living.

fnac dla Portugalczyka jest, mówiąc najkrócej, tym, czym Empik dla Polaka. Idziesz, szukasz i powinno być (prawie) wszystko. Lecz jakże blado wypada Empik na tle portugalskiego kolegi, gdy porównać ich zasoby literatury obcojęzycznej! Nieznajomość języka polskiego szkodzi, podrapie się po głowie cudzoziemiec w Empiku. Jeśli nie ma ochoty na klasykę literatury, jeśli nie przepada za thrillerami i kryminałami, cóż może wybrać spośród ledwie – najczęściej – jednoregałowych  możliwości polskiej megaksięgarni? W ostatecznej rozpaczy sięgnie desperado taki po kursik języka polskiego i słownik, lecz czy starczy mu cierpliwości, czasu i chęci, by przez ę, ą i inne o z kreską przebrnąć?

Naprzód potrzebie cudzojęzycznej fnac wychodzi krokiem sprężystym i z wielkim uśmiechem rozpostartym na twarzy (to sztandar każdego sprzedawcy): cały dział literatury w językach angielskim i francuskim. I to literatury różnorakiej, wszelakiej i znakomitej. Jest więc nie tylko klasyka, ale i książki autorów współczesnych. Często na długo przedtem, nim ukażą się ich tłumaczenia. Co tydzień pojawia się na półkach coś nowego, a i porządek jest utrzymywany nie byle jaki. Przed tym regałem można spędzić godziny całe. Albo zabrać książkę na kawę.

Ale to jest fnac. O fnacu wiedzą nawet informatory turystyczne w pomarańczowych katalogach easyjet. Komercha, jakby powiedzieli co niektórzy. I niech sobie mówią, ale niech nie stękają, gdy trafią do books&living. Jest to o wiele mniejsza księgarnia, której nie sposób odnaleźć w centrach handlowych, lecz można wypaść na nią przypadkiem, jeśli wielki liść palmy popchnie nas w odpowiednią stronę. Różnorodność książek, kartek i zakładek, przewodniki i o wiele bardziej przytulny klimat z malutką kawiarenką w głębi mają jednak swoje wady. Angielskojęzyczne książki rozsiane są po całej księgarni bez łatwo oswajalnego porządku, a przy szukaniu ich łatwiej o znalezienie igły (drukarskiej, na przykład) niż wyszperanie angielskiej książki. Na pocieszenie warto przejrzeć kartki pocztowe, których mnogość i różnorodność każe chwytać się naszym portfelom za zamki błyskawiczne i inne zamknięcia.

Są też i inne księgarnie popularne wśród Portugalczyków, w tym dość często spotykana ksiegarnia Bertrand, w której jednak nie odnajdzie się niczego w języku innym niż portugalski, a o kawie też można zapomnieć.

sowy i woluminy

To, co jednak wywołuje prawdziwe zatracenie tchu przez moje płuca i zachwycony wytrzeszcz przez moje gałki oczne to znalezienie antykwariatu. W gąszczu lizbońskich uliczek gubią się nie tylko ludzie, wiatr i kierunek, ale i mikroskopijne księgarenki, gdzie najmniejsza wolna przestrzeń oblegana jest przez sterty książek. Prawdziwe to szczęście dla konesera znaleźć jedną z nich, by z kolei zagubić – poczucie czasu.

Jest jednak jeden jedyny antykwariat, który znacząco wyróżnia się na tle pozostałych. Odcina się czerwienią framug okiennych na tle niegdyś białej ściany kamienicy. Po otworzeniu dwóch par drzwi wejściowych przekracza się próg całkiem nowego świata.  Świata, gdzie nieład jest porządkiem, a wpośród spokoju unosi się zapach starego pożółkłego papieru, jak najstaranniej skrywanej tajemnicy. Zza zalanego papierami i górami książek biurka podnosi wzrok starszy pan w okularach (a jakże!) i nie przygasza wyrazu twarzy w spłowiały – jak karty książek – uśmiech. Wie, że jego powaga jest tu, w tym miejscu, jakby zaklętym, wyrwanym z krwiobiegu czasu, o wiele sympatyczniejsza, o wiele bardziej na miejscu. A może nawet nie ma tej świadomości. Tym lepiej! Ze ścian patrzą szklane i wielobarwne sowy. Figurki żyraf, koni i innych mieszkańców arki Noego też znalazły tu schronienie w tej krainie deszczowców nad rzeką Douro – bo antykwariat ten uwił sobie gniazdko przy jednej z uliczek w Porto.

czerwono-ramienny antykwariat
czerwono-ramienny antykwariat w Porto

A gdy już odbiliśmy drogami mych pamiętań i zapomnień na północ Portugalii, warto tu przez chwilę zostać, powdrapywać się na kolejne wzgórza na przekór potokom deszczówki wśród kostek chodnika płynących i wstąpić – ostrożnie i bez zbędnych hałasów – w progi Livraria Lello. Takiej księgarni nie widziano nigdzie. Tu również odkryto, że książkom najbardziej do twarzy w nasyconej czerwieni, ale zrobiono z tej wiedzy inny użytek. Jeśli antykwariat  to mały kościółek z drewnianych belek o nieprzepatym uroku, gdzieś w dolinie zatopionych w swoich myślach gór, to Lello przedstawi się nieuchronnie jako świątynia, celem której sławienie wielkości i majestatu zgromadzonych woluminów. Godnych najprawdziwszych witraży i wijących się na piętro w symetrycznych zygzakach schodów.

wnętrze Livraria Lello w Porto
wnętrze Livraria Lello w Porto

 

zdobienia regałów w Lello
zdobienia regałów w Lello

 

witrażowy sufit w Lello
witrażowy sufit w Lello

 

Dobra księgarnia jest jak labirynt. Im trudniej go znaleźć, tym trudniej z niego wyjść. Wciągnięci przez jego magię, pozbawieni własnej czujnej woli, czujemy pismo nosem: tu gdzieś kryje się coś, bez czego już niepodobna wyjść. Potrzeba nam jeszcze jednej krótkiej chwili, jeszcze tylko paru minut, by w tym gąszczu nieznanego znajome – choć wcześniej niewidziane – , upragnione – choć utajone jak zakazane pożądanie –  odnaleźć.

A czas rozbawiony, że z losem taki figiel w stylu Chipa i Dale’a nam spłatali, zjeżdża po poręczy krętej wciąż dalej w dół i w dół, i ucieka bezszelestnie, bezpowrotnie, nie będąc dla nas jednak straconym.

Advertisements

6 uwag do wpisu “portugalskie księgarnie

  1. Antykwariaty są the best! Ostatnio kupiłem książkę Hemingwaya, na okładce której notka mówi, że Ernest ma trzech synów i obecnie żyje na Kubie :) Człowiek niemal wierzy, że jak chce, to może jeszcze się wybrać na wieczór autorski…

  2. o, ja też uwielbiam księgarnie i szczerze mówiąc, również o wiele bardziej wychodzę z nich szczęśliwa, niż z ciuchowego. Chociaż akurat w Portugalii pewnie i w ciuchowych coś bym dla siebie znalazła, tak przynajmniej pamiętam z mojego pobytu tam.

  3. Obezwładniające wnętrza :D Zwłaszcza Lello :))) Wyobrażam sobie opisane przez Ciebie świątynie książek, w których pomyślano wszelako o strawie nie tylko duchowej ;) (czy herbatę również mają w tym Fnacu?)
    W takich labiryntach zagubiłabym się z radością, dopokąd nie wygoniłby mnie jakowyś Minotaur ;P Szczęściaro Ty ;))

  4. porcelanka:

    herbata jest też i podawana jest w małym dzbanuszku, który starcza na 2 i pół filiżanki. :) można ją wypić słuchając muzyki granej na żywo w samym sercu księgarni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s