czas Schulza

(…) gadała cisza, żółta, jaskrawa, zła cisza, monologowała, kłóciła się, wygadywała głośno i ordynarnie swój maniacki monolog. Czas Maryśki – czas więziony w jej duszy, wystąpił z niej straszliwie rzeczywisty i szedł samopas przez izbę, hałaśliwy, huczący, piekielny, rosnący w jaskrawym milczeniu poranka z głośnego młyna-zegara, jak zła mąka, sypka mąka, głupia mąka wariatów.

.

za marginesem czasu, na rubieżach nieskończonego dnia

.

[o czasie letnim] Była to chwila, kiedy czas, oszalały i dziki, wyłamuje się z kieratu zdarzeń i jak zbiegły włóczęga pędzi z krzykiem na przełaj przez pola. Wtedy lato, pozbawione kontroli, rośnie bez miary i rachuby na całej przestrzeni, rośnie z dzikim impetem na wszystkich punktach, w dwójnasób, w trójnasób, w inny jakiś wyrodny czas, w nieznaną dymensję, w obłęd.

Bruno Schulz, „Sklepy cynamonowe”

Uwielbiam prozę Schulza i rysunki jego. Co mogę więcej powiedzieć? The rest is silence.

Reklamy

7 myśli na temat “czas Schulza

  1. nie, choć sierpień z jego dniem rozżagwionym – – zabiera mi zdolność do mówienia na kilka minut za każdym razem, gdy go czytam

  2. Ach ten Schulz. Czasem wyobrażam sobie jak 116-letni, siwiutki i zgarbiony przechadza się po zaułkach Drohobycza. I nie dam sobie wmówić że to niemożliwe. W przypadku Schulza wszystko wydaje się możliwe…
    Pozdrowienia
    T.

  3. Lub gdy przemyka się przy ścianach budynków wypatrując wszelkich możliwych mikroskopijnych katastrof, które w jego oczach urastają do wielkości kosmicznych.

    Lub gdy garbi się nad szkicownikiem i powołuje do istnienia wielkookie przytłumione mrokiem kreatury, które się lubi, którym się współczuje.

    wszystko może się zdarzyć, owszem.

  4. Prozę Schultza smakuje się jak lody czekoladowe letnim, leniwym popołudniem, wyjadane długą, srebrną łyżeczką z wysokiego pucharka, jak herbatę na zacienionym tarasie w słoneczny, rześki, późnowiosenny poranek; słuchając pobrzękiwania uwijających się owadów, błądząc wzrokiem po okolicznych drzewach i śledząc trajektorie lotów jaskółek…Jak lampkę rozgrzewającego serce wina w kawiarni, do której przygnało nas istne oberwanie chmury jesienią…I jeszcze jak gęstą od warzyw, nasyconą smakiem, ciepłą zupę z rozkosznych, świeżych i oszałamiających metafor zimową porą, gdy zmęczona wracam do domu…

  5. Schulz jest największym magikiem w dziejach literatury, czas zamienia w wielki łańcuch bytu, a przestrzeń w nieskończoność. Kocham się w nim po cichu i namiętnie;)
    Pozdrowienia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s