okruch ze stołu Millera

Henry Miller "Zwrotnik Raka"
Henry Miller "Zwrotnik Raka"

Każdy namalowany przez Matisse’a wiersz zawiera historię drobiny ludzkiego ciała, które nie poddało się śmierci. Cały płat ciała od włosów po paznokcie wyraża cud oddychania, tak jakby oko wewnętrzne, powodowane pragnieniem większego realizmu, przekształciło wszystkie pory ciała w głodne, widzące usta. Przechodząc obok każdej z tych wizji, można odnaleźć zapachy i dźwięki podróży. Nie można spojrzeć na jakikolwiek zakątek jego snów i nie odczuć wznoszącej się fali i chłodu rozbryzgującej się piany. On tymczasem stoi u steru, niebieskimi oczyma nieustannie wpatrzony w skoroszyt czasu. W jakież to odległe ustronia nie zawędrowało, obiegając Ziemię, jego dalekosiężne spojrzenie. Spoglądając w dół szerokiego wzniesienia swego nosa, ujrzał wszystko – Kordyliery osypujące się do Pacyfiku, historię diaspory spisaną na welinie, żaluzje naśladujące tęskny szelest plaży, fortepian skręcony jak muszla, korony kwiatów rozbrzmiewające diapazonami światła, kameleony przygniecione prasą drukarską, seraje ginące w oceanach pyłu, muzykę buchającą ogniem z ukrytej chromosfery bólu, zarodek i madreporę zapładniające ziemię, pępki rzygające jasnym nasieniem udręki… Matisse jest błyskotliwym mędrcem, tańczącym prorokiem – jednym pociągnięciem pędzla usuwa ohydne rusztowanie, do którego łańcuch nieodwracalnych kolei życia przykuwa człowiecze ciało.

Henry Miller, „Zwrotnik Raka”

str. 179 – 182

Prawie, jakbym sama była w galerii sztuki, prawie, jakbym sama patrzyła na obraz Matisse’a, a jednocześnie jak zawsze nieco odległy, idealistycznie zamazny jest ten jego obraz, przed którym stoję. Analiza Millera wyostrza to, co namalował Matisse. Dzięki niemu obraz, malowany impresjonistycznymi westchnieniami pędzla, nabiera konkretnych kształtów – o ile ten pejzaż ze snu introwertyka, o ile ci napomknięci kolorem ludzie z waty cukrowej i puchu mogą stać się ciałem w świecie topornego betonu i zalanego asfaltem aż po horyzont możliwości.

Idąc w głąb obrazu, jak na daleki spacer w stronę Swanna, Miller staje się na moment – zdający się rozedrganą wiecznością pełni lata – cieniem Prousta, uniesieniem jego brwi, uważnym spojrzeniem, łowczym uchem, niezaspokojonym węchem i dotykiem. I przez moment – ten rozedrgany, ten wieczny, ten letni – przez moment tylko, Henry Miller smakuje magdalenką. Jest pokusą magdalenki.

Zaskakujące, jak wysublimowanym może być erudytą człowiek, który później napisał trylogię „Różukrzyżowanie”. Miłe to przetarcie oczu, miłe na nowe poznanie człowieka, pisarza, artysty.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s