
fot. Joanna Janowicz
Otworzyć drzwi i znaleźć się w przestronnym wnętrzu, którego ściany zastawione są od podłogi po sufit regałami. Na regałach w regularnych rzędach stoją książki. Ich grzbiety prężą się ochoczo. Pod jednym z regałów stoi mała drewniana drabinka. Aby każdemu starczyło ramienia, by sięgnąć po interesującą go książkę. Podłogę wyściela miękki dywan. Niezapadająca się, ale i niezbyt twarda kanapa zwrócona tyłem do wielkiego okna – źródła światła. Jest i fotel, i lampa jak opiekun, i stolik do postawienia filiżanki na.
Zimą na przeciwległej ścianie okazuje się istnieć kominek z pełgającym wesoło ogniem. Bywa, że przez pokój przewinie się bezszelestnie kot.
Cisza. Szelest papieru. Cisza.







Czesc,
Fajny blog. Szkoda, ze taki niepopularny.
Pozdrawiam.
dziękuję bardzo.
widać to tak jak z tak zwanymi najpopularniejszymi ludźmi, dajmy na to, w liceum: garstka nielicznych, która przyciąga uwagę jakiś wszystkich; reszta trzyma się w mniejszych grupach i lepiej się bawi ;o)
zapraszam do stałej lektury
pozdrawiam serdecznie
to ja się też zapisuję.
Nieomal wszystko się zgadza. Tylko jak powiększyć okno? Jak na poddaszu starego, wiejskiego domu powiększyć okno?
Piękny tekst nawiasem mówiąc.
Pozdrowienia
Drabinek się troszkę boję.
Okno nie musi być duże.
Ale reszta… no cóż, tak to sobie właśnie zawsze wyobrażam. Nawet kota już mam
Stworzyłaś Autorko tym wprowadzeniem piękną atmosferę.
Pozdrawiam
Ciekawe miejsce. Jeśli nie ma Pani nic przeciw temu, pozwolę sobie tu zajrzeć od czasu do czasu.
Pozdrawiam.
Ależ nie tylko pozwalam, ale i zachęcam, ba, serdecznie zapraszam do zaglądania, jak i ja sama do Pana, Giocoletto, zaglądam.
Hm… W takich warunkach można na pewno czytać Dickensa. Może coś jeszcze, prawda, ale już nie wszystko. Cokolwiek to jest, owo wszystko. Żartuję, solidne miejsce do czytania
Referencie Bulzacki – witam w moich skromnych progach!
A jakich to książek nie da się czytać w takich warunkach? Jeśli można zapytać – z sympatią i zainteresowaniem polemicznym, dodajmy, dowiaduję się.
A do Dickensa, to brakuje jeszcze krakersów. Przy jego książkach, a już zwłaszcza przy Klubie Pickwicka, człowieka zasysa. Dickensa trzeba zagryzać – to pewne.
I już trudno, jeśli parę okruszków spadnie na ten dywan puszysty. Okruszki na nim przeżyję; Dickensa bez krakersa – nie.
Kłaniam się w pas,
jj
Przepraszam za zwłokę z odpowiedzią. “Klub Pickwicka” jest absolutnie genialny. Prawda, że odkryłem to względnie niedawno, i że zbiegło się to ze zmianą mojej generalnej oceny “które pisanie jest” a “które – nie jest” wporzo (pardą), co zresztą nie dotyczy tematu, ale… właśnie… “Klub Pickiwcka” idzie prawie wszędzie, z krakersami albo i bez
Mówiąc poważenie bardzo bardzo miejsce Pani obmyśliła. Niestety nie jest to wizja oryginalna, bo ja też chciałbym i planuję kiedyś coś podobnego mieć
Raz jeden, i nie była to przyzwoita biblioteka, widziałem pokój zapełniony od podłogi po sufit książkami, z wyposażeniem koniecznym do wygodnego czytania (fotel, lampa itd.). Szybko zorientowałem się jednak, że właściciel prawie w ogóle nie czyta. Starczyło mu chyba samo miejsce. Memento…
Witam i ja. Piekny opis (poza kotem bestią alergiczną). I jak ornamencik subtelny i śliczny anglicyzm (“do postawienia filiżanki na”).
Pozdrawiam i pozwolę sobie podczytywać.
Witam serdecznie!
Kot się tylko przewija bezszelestnie – i to nie zawsze. Jest szansa, że nie wywoła alergii (mam nadzieję).
Dziękuję bardzo za komplementa!
Jołr łelkam.
Witam po przerwie, choć już z innego miejsca
.
Forma, jak widzę, jest nadal wysoka u Pani JJ.
Pozdrawiam.